rozmyślanie, wspominanie, refleksje o tym co mi najbliższe, garść uwag i zachwytu
Wpisy

WSPOMINANIE
I znowu Kudowa-Zdrój, lata sześćdziesiąte oczywiście zeszłego wieku. Matko, jak to brzmi, jakby ze sto lat minęło. Bożena Muc, siostra mojej mamy, w pijalni wód mineralnych, na tle prawdziwej palmy. Kiedyś wszystko było bardziej prawdziwe, nawet kwiaty. Dzisiaj często w uzdrowiskach i sanatoriach stoją sztuczne. Czego bardzo nie lubię.
Może ktoś powiedzieć, że przesadzam z tym narzekaniem na obecne i chwaleniem dawnych czasów. Ale ja naprawdę tak czuję. Że świat był bardziej zielony, że było czyściej, że powietrze było świeższe, że niebo bardziej błękitne. Czy pamięć płata mi figle? A może to oznaka starości, to wspominanie i zachwycanie się tym, co drzewiej bywało? Choć fizycznie czuję się nie najgorzej, żeby nie powiedzieć młodo.
Ten sentyment nie jest smutny, ani łzawy. Raczej taki życzliwy, potwierdzający, że miałam udane dzieciństwo i młodość, pełne babcino-matczynego, rodzinnego ciepła. Mieszkałam w dzielnicy otoczonej parkami i ogrodami, bawiłam się z rówieśnikami na zielonej trawie tuż obok mojego domu. Chodniki były czyste, zmywane bieżącą wodą przez dozorców przynajmniej raz w tygodniu. Kwiaty bardziej kolorowe, owoce smaczniejsze. Nawet zimy były jakieś bardziej białe.
Drzewa dorodniejsze. Dzisiaj nie mają szansy. Smutno mi się zrobiło, gdy zobaczyłam cały szereg wyciętych, tuż przy targowisku, jednym z większych w mieście. Wyglądały zdrowo, urozmaicały asfaltowo-kamienny krajobraz, latem chroniły przed skwarem. Dlaczego przeszkadzały? Nie tylko ja nie rozumiem takich decyzji. Wiele osób komentowało to całe wydarzenie, nie przebierając w słowach. No i jak tu nie tęsknić za dawnymi czasami.

WSPOMINANIE
To już chyba koniec zimy, odwilż poczerniła u mnie chodniki, ulice i trawniki. Ale nie na południu Polski. Wracamy więc tam gdzie śniegu jeszcze w bród, czyli ciąg dalszy wariacji na temat Kudowy-Zdroju (1960). Niezwykle sympatyczne zdjęcie, spotkanie z wiewiórką w parku zdrojowym. A wydawało się, że ruda ślicznotka śpi w zimie jak suseł. A ona tylko czasem zapada w krótki, lekki sen... i korzysta z okazji łatwego uzupełnienia swoich zapasów.
Właściwie temat poruszyć powinnam przed rozpoczęciem zimy, a nie w czasie roztopów, kiedy zwierzęta mają już o wiele łatwiej. Czyli będzie o dokarmianiu, a właściwie o tym, że chyba nie potrafimy w mieście i na dużych osiedlach tego robić. Nie umiemy i nie chce się nam troszczyć o bezdomne, marznące koty, psy i cały fruwający inwentarz. Zaznaczam, że wnioski wyciągam zawsze, obserwując najbliższe podwórko. Albo więc żyję i mieszkam na takim brzydkim, a dalej jest inaczej, piękniej i się mylę. Albo mogę uogólniać bez obawy, że popełnię jakiś duży błąd, na podstawie tego co pod moim oknem i przed moimi oczami.
Wracając więc do moich obserwacji. Przez cały ten czas, kiedy mróz mocno nam dokuczał, koty i psy gdzieś poznikały, nie widziałam ani jednego w pobliżu budynków na mojej ulicy. Mogę się tylko domyślać, że powędrowały na niedalekie ogródki, chowając się w działkowych altankach. Ale czy ktokolwiek o nich pomyślał? Ach, tak... znam jedną działkowiczkę, starszą panią, która bez względu na aurę wędruje z siatkami pełnymi suchego chleba, bułek i innych resztek, aby nakarmić biedne zwierzęta, jak sama mówi "stworzenia boże". Naprawdę ją podziwiam, bo jej się chce. Mimo drwiących uśmieszków niektórych sąsiadów.
Chciało się też sąsiadowi z czwartego piętra. Dwa lata temu postawił karmnik obok ogromnego drzewa rosnącego tuż przy parkingu. Ale się ucieszyłam na ten widok. Od razu pobiegłam dosypać ziaren. Na tym drzewie zawsze się zbierało mnóstwo ptaków, panował świergot i gwar. Miło było tego słuchać. Dwa dni później, gdy spojrzałam rano przez okno zobaczyłam połamany, powalony karmnik. Komu przeszkadzał? Komu wadziła panująca obok radość?
Nie wiem czy wszyscy tak mają, czy tylko ja. Im jestem starsza, tym mniej tolerancyjna. Dla zjawisk i rzeczy, których nie lubię. Dla takich, które mnie drażnią, które mi przeszkadzają. Dla ludzi, którzy to robią. A myślałam, że będzie na odwrót. Że wraz z upływem lat będę bardziej wyrozumiała, że spoglądała będę z dużym pobłażaniem i spokojem na to, co według mnie wcześniej było nie do zniesienia. Otóż nie, nadal nie wytrzymuję, nie znoszę, nie cierpię... Zrzędzę, narzekam, warczę... jak mówią niektórzy spośród moich znajomych, tetryczeję.
Zaskakuje mnie to, że stopień mojej (nie)tolerancji zależny jest od moich dwóch zmysłów, węchu i słuchu. To uczucia i doznania bardziej fizyczne niż mentalne, ponieważ nie wynikają one z przyjęcia przeze mnie określonych zasad i wartości. A mimo to decydują o moim zachowaniu, o moim sposobie bycia i życia. To uczucia bardzo bolesne, gdy mnie bezpośrednio dotykają.
Największą niechęcią darzę palaczy i alkoholików, a często jedno z drugim jest powiązane. Nie zgadzam się na ich obecność w mojej przestrzeni, nie chcę przebywać w ich towarzystwie i nie życzę sobie, aby się do mnie zbliżali. Palaczy unikam jak zarazy, omijając ich szerokim łukiem. Niekiedy przed nimi uciekam, bo nie mam innego wyjścia. Zdarza się to w miejscach publicznych: w parkach, na przystankach, na chodnikach, w kawiarniach. Moi bliscy nie palą, moi znajomi, którzy chcą się ze mną spotykać i przyjaźnić nie mogą palić. Uzależniam od tego zaproszenie do mojego domu. Gdy się dowiem, że nowo poznana osoba pali, nawet jeśli wydaje się interesująca, zrywam kontakt. Smród wódki i nikotyny wywołuje u mnie odruch wymiotny, chce mi się po prostu rzygać.
Zdecydowanie nie lubię hałasu, tłoku, polityków i wrednych urzędników. Miejski hałas, nadmiar decybeli czuję każdym nerwem, każdą cząstką ciała. Nie znoszę porannego warkotu ruszających samochodów, trzaskania drzwiami u sąsiadów, stukotu szpilek mieszkającej nade mną elegantki, muzyki dobiegającej z czwartego piętra, włączonej na ful. I wielu, wielu innych rzeczy. Niekiedy jestem tak wkurzona, że chętnie bym sobie postrzelała gdyby broń była dostępna. A to już chyba niedobrze. Zero tolerancji - dla mnie.
| Pn | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | ||
| 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 |