Menu

EWAZNIEBA

Było, minęło i się nie wróci.

co z takim zrobić?

markaewa

Jak sądzicie kogo mam na myśli? Nie, nie - nie męża. SĄSIADA. Tutaj pewnie uśmiech zawita na niejednej twarzy. Mogę was jednak zapewnić już na wstępie, że nie o romansowe perypetie się rozchodzi (jak niektórzy mówią), lecz zupełnie co innego. Chodzi tylko -  i aż - o sąsiedzkie uciążliwości i sposób poradzenia sobie z nimi. To jest problem, którego do dzisiaj nie mogę rozwiązać.

Pokrótce muszę wyjaśnić w czym rzecz. Otóż ten sąsiad, właściwie jeszcze młody człowiek (bo cóż to jest dzisiaj czterdzieści kilka lat), przynajmniej raz lub dwa razy w miesiącu urządza kosmiczne wprost, nocne imprezy. Światło, dźwięk, ilość decybeli trudna do zmierzenia i do tego towarzystwo podejrzanego, a nawet najgorszego autoramentu. Brakuje tylko fajerwerków. Zabawa trwa całą noc, w dzień imprezowicze odsypiają i kolejnej nocy następuje powtórka.

I co na to kilkunastu przynajmniej sąsiadów? Ano nic! W ogóle nie reagujemy. To znaczy nie zgłaszamy nikomu naruszania ciszy nocnej i regulaminu spółdzielni, nie wzywamy policji, nie krzyczymy i nie wrzeszczymy na takiego jak on. Tak jak się to powinno robić najnormalniej na świecie. Dlaczego tego nie robimy?

Przypomniałam sobie fragment tekstu popularnej niegdyś piosenki Alibabek. Jak dobrze mieć sąsiada, jak dobrze mieć sąsiada, On wiosną się uśmiechnie, jesienią zagada... Żałuję bardzo, ale ja nawet zanucić jej nie mogę. Musiałabym za dużo zmienić.

kultura dyskusji

markaewa

O tym, że jesteśmy podzieleni jako społeczeństwo (lub jak kto woli naród), o tym wiedziałam. Ale żeby aż tak!

Od czasu do czasu, czytając interesujące mnie materiały na różnych portalach, wpisuję obok innych również swoje komentarze. Nigdy nikogo nie obrażam, zachowuję spokój, nie używam wulgaryzmów, bo i po co. Polski język jest na tyle bogaty, że bez takiej pomocy można wyrazić to co się myśli i czuje. Nawet jeśli jakieś poglądy nie są moimi, komentuję je w sposób wyważony, ewentualnie z lekką ironią.

Niestety coraz częściej spotykam się z niewyobrażalną wprost agresją słowną oponentów... w czym? w dyskusji? Tak już tego bym nie nazwała. To raczej pyskówki, na które szkoda czasu. Większość napastliwych internautów czuje się bezkarnie. Zakładają fałszywe konta, bez zdjęć, bliższych informacji na swój temat. Dla mnie są anonimowi. Coraz częściej administratorzy portali nie reagują na zgłaszane zastrzeżenia, odpowiadając, że ten okropny hejt nie jest niezgodny z regulaminem portalu. Pytam się kto ma tego pilnować, jeśli nie administrator. To on ma odpowiednie narzędzia, aby temperować nazbyt krewkich internautów.

Aby nie być gołosłowną, przytoczę kilka przykładów wypowiedzi jeszcze nie tak napastliwych. Wyobraźcie sobie, że są o wiele gorsze. Pisownię pozostawiam bez zmian, oryginalną.

- Co tam dzisiaj w maglu,widze p.Kaczynski sie niepodoba a sama sobie sie podobasz? a uniwersytetowi sie podobas a polakom sie podobaszz?A Kaczynski co w garku ci h...m miesza,zmien lekarza babojago bo zakonczysz w psychiatryku z tej nienawisci

- A moze zobaczył tam ciebie jak psy baraszkują z tobą ale raczej nie bo który pies miałby chec na ciebie

- Kuzwa cymbale kiedys w pegeerowskich szkolach ludzie mieli wiekszą kulture niz ty który dla dodania sopbie powagi podpiera sie uniwersytetami a w gębie szambo i słoma zbutów wyłazi.Wstyd dla uczelni chyba ze tam kibelki recznie szorujesz

- Możesz Pomarzyć to skrut dla ciebie tylko zamiast H wagon szkła ci w D żebyś miała większą przyjemnosc

 Czy kiedyś nauczymy się normalnie dyskutować, czyli rozmawiać na określone tematy, wymieniać argumenty i poglądy?

© EWAZNIEBA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci