Menu

EWAZNIEBA

Było, minęło i się nie wróci.

krzakoterapia. obowiązki i przyjemności

markaewa

droga do Borkowa  Ladacznice, ścierwa, suki, cudzołożnice, łajdaki są za zdradami i rozpadem małżeństw. Wywłoki nachlają się i   puszczają się gdzie popadnie. Suki sanatoryjne po to jeżdżą tam by uprawiać krzakoterapię.

 Sam jestem dyrektorem jednego i to co się tu dzieje to...domyślcie się państwo sami! Nawet osoby, które tu  przyjeżdżają bez zamiarów zdrady, po kilku dniach zdradzają!

 

Te dwie wypowiedzi na forum internetowym tak mnie wkurzyły, że chętnie bym tym samcom strzeliła w pysk. Skłoniły mnie jednocześnie do próby opisania sanatoryjnego życia i rozprawienia się z nieuprawnionym mitem. Dlatego "krzakoterapia". Żeby było lepiej słychać.

Mimo wszystko zacznę od obowiązków. To chyba coś znaczy... Następnego dnia po przyjeździe, nowy sanatoryjny delikwent musi się stawić na pierwszą i być może jedyną wizytę u sanatoryjnego lekarza. Stawiennictwo trwa z reguły pięć, maksimum dziesięć minut. Lekarza nie interesuje historia choroby ani dłuższa rozmowa, no bo nie jest tutaj od leczenia. Obie strony zdają sobie z tego sprawę, więc załatwiają wszystko w try miga. Tak naprawdę opieka lekarska to pic na wodę. Dla większości sanatoryjnych medyków to niezła fucha, bo normalnie pracują albo w ośrodku zdrowia, albo w miejscowym szpitalu, albo w jednym i drugim. Całą papierkową robotę załatwiają pielęgniarki i z nimi na co dzień kuracjusz ma kontakt. No chyba, że się trafi na kobietę jak ja pechową... która kradnie lekarzowi jego cenny czas. A to złamaniem ręki akurat w sanatorium, a to wściekłym, nie do zniesienia bólem prowadzącym do mdłości... która sporo namiesza w grafiku, wyrwie ze słodkiego snu w czasie nocnego dyżuru, napędzi trochę strachu wariactwami swojego organizmu. Taką to się zapamięta.

W czasie tej krótkiej wizyty lekarz ustala rodzaj i ilość zabiegów rehabilitacyjnych. Doświadczony pacjent może zasugerować lekarzowi jakie zabiegi uwzględnić. To on wie najlepiej po jakich świetnie się czuje, jakie mu najbardziej pomagają. Ja proszę o takie, których nie wykonuje moja przychodnia, czyli przeważnie o lecznicze kąpiele. W Połczynie-Zdroju zostałam chyba najszczęśliwszą z pacjentek. Mój plan zabiegów wypełniony był po brzegi, od godziny siódmej do szesnastej, wliczając w to oczywiście godziny posiłków. Od poniedziałku do soboty, przez cztery tygodnie zażywałam relaksu w kąpieli kwasowęglowej i solankowej, obłożona borowiną, masowana "Hydro-Jetem" i perełkową kąpielą. Do tego jeszcze codzienna gimnastyka i terapia laserowa. Czego można więcej chcieć? Żyć, nie umierać. Moją jedyną powinnością było korzystanie z tych wszystkich wspaniałości, a w przypadku rezygnacji - co mogło się zdarzyć z różnych powodów - wcześniejsze powiadomienie rehabilitanta.

W tym miejscu muszę wystawić bardzo dobrą ocenę sanatoryjnej bazie zabiegowej, która w Połczynie-Zdroju okazała się rewelacyjna. Duża ilość stanowisk kąpielowych, borowinowych, duża ilość łóżek do masażu. Basen wewnętrzny i zewnętrzny. Zabiegi na parterze lub najwyżej na pierwszym piętrze, nowoczesne i sprawne windy, miła i fachowa obsługa - wszystko składało się na szczęście kuracjusza.

A popołudniami... co się robi w sanatorium po południu? Noooo... to jest czas tylko na przyjemności. Dla ducha i dla ciała. W słoneczne dni, w końcu był to jeszcze sierpień, leżakowałam do oporu na basenie. Trochę czytania, trochę plotkowania, rozwiązywania krzyżówek, jednym słowem relaks w pełni. Kiedy było pochmurno lub nieco chłodniej wędrowaliśmy na piesze wycieczki, spacerowaliśmy po pięknych zdrojowych parkach, wpadaliśmy do małej cukierni w centrum Połczyna na pyszne słodkie ciacha i lody. Kto miał ochotę mógł się wybrać na zorganizowane grupowe wycieczki do pobliskich miasteczek czy nad morze. W sanatorium funkcjonuje chyba jeszcze ktoś na kształt dawnego kaowca, czyli kulturalno-oświatowego. Może nawet nadal tak się zwie. W każdym razie dwoi się i troi, aby ciekawymi imprezami umilić pobyt pacjentom.

Utkwiła mi w pamięci zwłaszcza jedna piesza wyprawa do pobliskiego Borkowa, gdzie znajduje się małe sanatorium, bez takiego zaplecza zabiegowego jak w samym Połczynie. Trasa prowadzi przez Park Krajobrazowy, ogrody w stylu angielskim, obok leniwie płynącej Wogry poprzecinanej zaporami tworzącymi spokojne stawy. Zieleń, błogość, spokój przyrody wyciszają niesamowicie... Nieco zaskoczenia wywołał widok pięknej posiadłości lidera jednej z partii politycznych, tuż przed samym Parkiem. Że też pozwolono na budowę w takim miejscu... Gdy dotarliśmy do celu czekało nas małe rozczarowanie. Drzwi sanatoryjnej kawiarni były niestety zamknięte. Prysły marzenia o gorącej herbacie i aromatycznej kawie. Trafiliśmy dosyć pechowo, na zmianę turnusu; poprzedni już wyjechał, następny jeszcze nie przybył. W dużym pośpiechu wracaliśmy do Połczyna, tym bardziej, że akurat się zbierało na deszcz.

*

Lecz gdy spłynie mrok wieczorny
Typem staję się upiornym:
Twarz mi blednie, włos mi rzednie,
Psują mi się zęby przednie.
A niech tylko wiatr zaśwista
W piekielnego wpadam twista.
Widząc mnie w piekielnym twiście
Zwariowalibyście (...)
Przez upiorność tę, niestety,
Zniechęcają się kobiety.
Dniem kochają mnie po wierzchu,
A rzucają mnie po zmierzchu.

Sanatoryjne wieczorne życie kojarzy mi się z tym żartobliwym fragmentem Upiornego twista z Kabaretu Starszych Panów. Nie powiem żeby było nudno, raczej rozrywkowo. Co drugi, trzeci wieczór spędzałam na tańcach, przy muzyce disco-polo. Taka króluje w kawiarniach i przy niej ludzie najlepiej się bawią. Na terenie sanatorium znajdują się dwie kawiarnie, z niedużymi salami tanecznymi i większymi konsumpcyjnymi. Zawsze było w nich tłoczno, para obijała się o parę, tańczący o tańczącego. Dwie, trzy godziny takiego obijania i miało się dosyć. A teraz trochę statystyki... Według mojego badawczego oka na jednego sanatoryjnego mężczyznę przypadało co najmniej 20 kobiet. Podobno okazja czyni złodzieja... ja takiej okazji ani sposobności tutaj nie widziałam. I myślę, wiele innych kobiet również. A krzakoterapia? Wieczorami, na ławeczkach podziwialiśmy piękno rosnących wokół krzewów. Działanie terapeutyczne zieleni - nie do przecenienia.

(cdn)

© EWAZNIEBA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci