ewaznieba

rozmyślanie, wspominanie, refleksje o tym co mi najbliższe, garść uwag i zachwytu

Wpis

poniedziałek, 13 lutego 2012

pozdrowienia z gdyni

 z cyklu rendez-vous (9)

W sieci zrobiło się czerwono, uroczo i ładnie, jednym słowem walentynkowo. Niektórzy twierdzą, że komercyjnie. Czy ja wiem... Prawdziwego biznesu jeszcze długo musimy się chyba uczyć. Choć z próbami komercji coraz częściej się spotykam, nie sądziłam, że trafię na nie w tak specyficznym miejscu, a mianowicie na randkowym portalu. Jakim cudem? Zacznę od tego, że kocham morskie klimaty i wszystko co im bliskie. Ucieszyło mnie więc, nie ukrywam, zainteresowanie mieszkańca trójmiasta, a konkretniej tubylca z Gdynią związanego. Dobre i to - pomyślałam. - W końcu o oceanie nie ma co marzyć. Miasto przyciągało mnie dodatkowo sentymentalnymi wspomnieniami o moim ojcu.

No i jak tu nie odpowiedzieć na maila z nadmorskiej Gdyni? Maila pełnego zachwytu i radości z naszego wirtualnego spotkania. Podobno naprawdę spadłam Panusympatycznemu z nieba, ale jakbym nawet nie spadła, też mogłam być. Pod pewnymi jednak warunkami. Po pierwsze powinnam tryskać zdrowiem i szczególnie o nie dbać. Po drugie nie zaszkodzi jak lubię podróżować; z pewnością po to, aby wspólnie odbywać wyprawy w daleki kolorowy świat - zamarzyłam. I po trzecie wreszcie wymagany był bakcyl czytania i miłość do książek. Nie powiem, oczekiwania amatora spadających z nieba pań, trochę mnie zdziwiły... ale cóż... sympatycznie się nam pisało, mieliśmy ze sobą dużo wspólnego. 

Mijały tygodnie... gdyńszczanin wyraził gotowość na spotkanie i wspólny spacer nad morzem. Na inne sprawy nie miał niestety czasu, zajmował się bowiem niezwykle skomplikowaną przeprowadzką i sprzedażą swojego domu. Mój bohater miał kłopoty, których nie dało się szybko rozwiązać, ale nie tracił animuszu: z tym domem - cytuję - wpadłem też w pułapkę, bo pożyczyłem w bankach 30 tysięcy na odnowienie domu i teraz trzeba go faktycznie sprzedać, bo muszę spłacać raty i mało zostaje na życie i syn kawaler chce się usamodzielnić. Mogę mieć pieniądze z innego źródła, ale to chyba za kilka lat. Teraz z synem spłacamy te raty, ale highlife się skończył. Niemniej nie mam żadnych powodów do zmartwień, bo za 60% ceny mogę dom za 600.000 zł sprzedać.

Aha... aha... przyjęłam to z dużym zrozumieniem. Przy okazji otrzymałam do wglądu ofertę sprzedaży domu i się dowiedziałam, że w Gdyni zbudowano o wiele za dużo mieszkań, na które nie ma popytu. Oczywiście ja też nie reflektowałam, ze zrozumiałych powodów. Pansympatyczny, proponując mi obejrzenie innych niezwykle pięknych i drogich domów reagował tak, jakby prowadził internetowe biuro nieruchomości. Przypomniał mi poznanego kilka lat wcześniej biznesmena, sprzedającego E... coś tam, jakiś rewelacyjny suplement diety, którego nazwy nie pomnę. Najważniejsze było to, że interes się właściwie rozwijał bez wychodzenia z domu. Wystarczyło zaprosić do siebie wybrane panie i przekonać do stosowania owej cudownej nalewki. Myślę, że niejedna dała się namówić. Ów biznesmen mieszkał zresztą obok mnie, kilka ulic dalej. Panowie biznesmeni... praca komiwojażera to ciężka harówka.

Wracając do Gdyni... zero zainteresowania kupnem domu wyraźnie wpłynęło na osłabienie naszych kontaktów. Korespondencja zaczęła kuleć. W końcu otrzymałam banialuki, które nasunęły mi myśl o demencji starczej Panasympatycznego. To zdecydowało o zerwaniu znajomości. Czy mogłam serio potraktować coś takiego (?):

Z Twojego opisu wynika, że jesteś interesującą kobietą. Tylko jak przekraczasz 90-kę to ja jestem do Twojego towarzystwa za skromny, choć blisko mnie jest dzika plaża i tam chodzi każdy, kto chce, bo jest tam luz i piękne widoki. Gdybyś miała bardzo ciekawe życie i chciałabyś długo żyć, to specjalna dieta wegetariańska przedłużająca życie o kilkadziesiąt, np. 60-80 lat i może skutecznie zmniejszyć wagę o połowę, ale kobiety niechętnie zubożają swoje diety z tłuszczów zwierzęcych. Chcąc długo żyć trzeba też wystrzegać się groźnych chorób, jak np. aids. Miliarderzy, którzy chcą długo żyć, wyzbywają się całkowicie seksu, bo np. żona mogłaby wyjść z domu na 15 minut i zostać zgwałcona w windzie i tego mężowi ze strachu, że ją zostawi, nie powiedziała. Mogę Ci służyć pokojami w Gdyni i moją dietą, ale nie będziesz jej jadła ani próbowała, więc są tu różne tanie bary i dużo ludzi do nich przychodzi. Pozdrawiam z Gdyni.

 


 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
markaewa
Czas publikacji:
poniedziałek, 13 lutego 2012 19:59

Komentarze

Dodaj komentarz

  • sobietaka napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/13 20:33:37:

    Wyobraz sobie,ze mnie nie zdziwila Twoja notka,
    z autopsji wiem,ze na portalach randkowych od zatrzesienia takich pomylonych facetow,to nie sa mezczyzni...to jacys faceci...
    nie warto na nich i dla nich zadnej minuty poswiecic.....
    i dlatego sa sami.......to jak odpowiedz bez zadanego pytania.
    Pozdrawiam,
    e.

  • rest5 napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/13 20:59:54:

    Aż się za głowę złapałam! Czytam Cię zawsze, ale ten dzisiejszy "przypadek" to już przegięcie! Nie mam żadnych doświadczeń z portali randkowych, ale coraz bardziej się przekonuję, że nie chcę mieć (nawet, gdybym była wolna). Okropni Ci faceci!

  • markaewa napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/14 11:24:38:

    sobietaka - aż na tylu pomylonych nie trafiłam. Może dlatego, że cały czas jestem na tym samym portalu randkowym. Domyślam się, że to samo dzieje się na innych.

  • markaewa napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/14 11:31:43:

    rest5 - niektórzy faceci są okropni, ale to w dużej mierze, niestety, zasługa kobiet.

  • mimmoza napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/14 19:40:24:

    No,pieknie! Facet chyba pisał to pod dużym wpływem , trudno ocenić co to było-napoje wyskokowe,czy zioła;)

  • markaewa napisał(a) komentarz datowany na 2012/02/14 20:11:16:

    Hihihim ale mnie rozbawiłaś! Facet był tak puknięty w temacie "Zdrowy i higieniczny tryb życia", że nie podejrzewałabym... Chociaż, kto wie... :)))

Dodaj komentarz