Menu

EWAZNIEBA

Było, minęło i się nie wróci.

żona idealna

markaewa

Dyskusja na temat uzależnień (blog "Z buduaru starszej pani") przypomniała mi starą historię. Też będzie o uzależnieniu, ale bardzo, bardzo osobliwym, dla mnie wręcz dziwnym.

Dawno, dawno temu moja lumpenproletariacka dzielnica, w której żyję zresztą od chwili poczęcia, nie bez powodu zyskała złą sławę. Nie wiem czy ta sława później przeminęła, ale wydaje się wątpliwe. W co drugim, a już na pewno w co trzecim mieszkaniu przy ulicy Rewolucji Październikowej i przy ulicach z nią sąsiadujących, twardą ręką rządzili pijacy - mężowie lub synowie. Moja kamienica niczym szczególnym się tutaj nie wyróżniała. Bezpośrednio nade mną, na pierwszym piętrze mieszkała przeciętna robotnicza rodzina. Ojciec - pracownik zakładu wulkanizacyjnego, matka - gospodyni domowa. On - zwalisty, potężny mężczyzna, mierzący prawie metr dziewięćdziesiąt. Ona - niewysoka, zawsze zabiegana kobieta. Po pokojach dodatkowo biegała trójka wrzeszczących dzieci - dwie dziewczynki i jeden chłopiec.

Nie wiem jak to się działo, jakim cudem wracał do domu po pracy codziennie pijany. Piszę codziennie, bo wtedy pracowało się sześć dni w tygodniu. Jedynym dniem wolnym od picia była niedziela. Dlaczego ON pił, nie mam pojęcia. Dlaczego ONA tolerowała jego pijaństwo i awantury, mogę się tylko domyślać. Tak, niestety karczemne, najgorszego gatunku awantury. Dzień w dzień przekleństwa, krzyki, niewybredne wyzwiska. Wchodził do domu i już prawie od progu krzyczał: - Ty kurwo kościelna! Ty kurwo śpiewająca! Co robiłaś cały dzień! -  W tym miejscu muszę dodać, że ONA miała bardzo ładny głos, sopran. Śpiewała w kościelnym chórze, pomagała proboszczowi w parafii. Przed południem, zadowolona, może nawet szczęśliwa często podśpiewywała w pokoju od podwórza. Ten spokój i radość przedpołudnia bardzo kontrastowały z chwilami jego powrotu.

Niezmiennie, przez wiele lat, aż do końca swojego życia regularnie ją bił. Wyrywał włosy, uderzał głową o podłogę. Nigdy nie chciałabym mieć takiego męża, ojca. A jej dzieci się temu przyglądały i tego słuchały. To walenie, jej krzyki często i ja słyszałam. Ich sypialnia znajdowała się tuż nad moim pokojem. Dla mnie, dla nastolatki było to straszne. Sąsiedzi znosili awantury ze stoickim spokojem, wołanie o pomoc ignorowali. Dlaczego? Kilka razy poważnie potraktowali jej błaganie o ratunek i wzywali pogotowie MO, aby interweniowało w domowej sprzeczce. I my, i milicja dostaliśmy porządną nauczkę. To ONA przeganiała sąsiadów i milicjantów, krzycząc, żeby się nie wtrącali w jej prywatne sprawy. Na następny dzień udawała, że nic się nie stało.

Kiedy wreszcie zmarł, pomyślałam, że dziękuje za to Bogu. Odzyskała przecież wolność i spokój. Wierzyć mi się nie chciało, jak usłyszałam w ogonku do sklepu mięsnego jej opowieści o mężu nieboszczyku. Jaki był dobry, jaki szlachetny, jaką jest wdową nieutuloną w żalu po nim. Sama w to chyba wierzyła. I to współczucie kolejkowiczów. Myślałam, że parsknę śmiechem. A może tak wygląda żona idealna? Sprząta, gotuje, podaje do stołu, rodzi dzieci, bohatersko znosi bicie i jeszcze wychwala męża pod niebiosa po jego śmierci.

Dlaczego więc jej dwie córki zaczęły później pić? Czy odziedziczyły gen uzależnienia, czy po prostu zapijały wspomnienia? Czy można się uzależnić od bicia, picia, awantur? Czy można je przyjmować z pokorą?

 


Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • semiranna

    Fachowo nazywa się to syndromem sztokholmskim, czyli emocjonalnym związkiem ofiary z oprawcą. Z czasem może on powodować zupełny brak umiejętności prawidłowego postrzegania rzeczywistości.

  • kultekiewiczanka

    Nie wiem, co kieruje takimi kobietami. Ja nie pozwoliłabym się bić i nie rozumiem, dlaczego kobiety tak reagują, jak ta, co opisujesz.

  • zona.oburzona

    Ja zawsze mówię, że gdyby facet mnie walnął, od razu wystawiłabym za drzwi rzeczy (swoje albo jego, zależy od sytuacji mieszkaniowej), potem wystąpiłabym o rozwód. Tak mówię. Ale nie wiem, co w tej sytuacji działoby się w mojej głowie. Nie wiem, co kieruje takimi kobietami. Powtarzam, że są głupie. Ale z drugiej strony, z czegoś to wynika...

  • mimmoza

    Dla mnie najgorsze jest to,że często w takich rodzinach pijak znęca się ,molestuje swoje dzieci,a mamusia przymyka na to oko,dla swiętego spokoju.Dzieci żyją w strachu,wstydzą się przyznać głośno do tego w jakim piekle żyją.Dlaczego matki na to pozwalają,są aż tak głupie,czy mają serce z kamienia?

  • markaewa

    W przypadku mojej sąsiadki, a działo się to dawno temu i o syndromie sztokholmskim nikt jeszcze nie słyszał, zasadnicze znaczenie miało chyba jej wychowanie i to co wyniosła ze swojego domu. Była praktykującą i głęboko wierzącą katoliczką, ślub kościelny był dla niej nierozerwalnym sakramentem. Myślę, że proboszcz wiedział o tym co jej mąż wyczynia. Nie wiem dlaczego się pobrali, byli przeciwieństwem. Nigdy nie pracowała zawodowo, nawet nie wiedziałaby jak się w nowych okolicznościach odnaleźć.
    Dla mnie jej życie to gehenna.
    żonooburzona - nigdy nikt mnie nie uderzył, nawet rodzice. Uderzenie w twarz to dla mnie najwyższy stopień obelgi i podeptanie czyjejś godności. Nie chciałabym znać człowieka, który by mi to zrobił.

  • ren-ya

    Czytałam kiedyś książkę o samooszukiwaniu się i tam właśnie było bardzo ładnie opisane, jak nieświadomie, a przez to niezwykle skutecznie, potrafimy sami siebie oszukiwać. Z wygody, ze strachu, czy z jeszcze innych motywów wymyślamy sobie i wierzymy we własne bajki, bo wtedy nie musimy zmieniać rzeczywistości... Skutki takiego zachowania mogą być bardzo dramatyczne i najczęściej te rodzinne "bajki" powielane są przez pokolenia.

  • zona.oburzona

    Zmiana, nawet na lepsze, bywa czymś bardzo trudnym. A jeśli do tego wiąże się z walką, to już w ogóle coś, za co niektórym nie chce się brać. Bo matka, bo ksiądz, bo dzieci, bo sąsiedzi itp. itd. Czasami wygodniej jest nie robić nic... Polecam dzisiejszy wpis u Walentyny

  • sobietaka

    Obojetnie jak nazywa sie naukowo ten "problem"...
    to chyba kazda istota odroznia dobro od zla....
    i musi pojawic sie odruch obronny....a jesli brak.....,coz,pewnie z psychika sa jakies problemy.
    Od tego sa rozne instytucje.A poza tym.....dla mnie nie do przyjecia,
    pozdrawiam,
    e.

© EWAZNIEBA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci